Strona Główna » Trudne sprawy » Prawdziwe historie » Związek ze starszym mężczyzną – prawdziwa historia

Związek ze starszym mężczyzną – prawdziwa historia

W ostatnim czasie w różnych miejscach czytałam na temat związków, w których różnica wieku między partnerami jest dość znaczna (na przykład związek ze starszym mężczyzną ) Wiele spośród tych opowiadań podkreślało wciąż te same domniemania – że młodsza kobieta leci na kasę i szuka tatusia, który uchroni ją od złego i niebezpiecznego świata, a młodszy facet szuka spokojnego życia u boku doświadczonej, troskliwej i świetnej w łóżku kobiety.

Pozory mylą, a stereotypowe myślenie bardzo rani, krzywdząc zarówno tych, którzy wiążą się ze sobą z prawdziwej miłości, jak i całe ich rodziny, wystawione na ciężką próbę społecznej gadaniny.

Mój związek ze starszym mężczyzną

Dlatego postanowiłam do Was napisać. Jestem w stałym związku z mężczyzną starszym ode mnie o 23 lata. Mało tego: jesteśmy w formalnym – ba! – sakramentalnym związku i mamy dwójkę wspaniałych dzieci. Nasze życie układa się cudownie we wszelkich jego sferach, począwszy od finansów, poprzez wspólne zainteresowania, udany seks i po prostu zwyczajne, ludzkie zrozumienie swoich potrzeb.

Jestem szczęśliwą, spełnioną kobietą i nie mam z tego powodu żądnych wyrzutów sumienia, ani moralnych wątpliwości. Nasze rodziny bardzo przypadły sobie do gustu, zwłaszcza od czasu, gdy pojawiły się dzieci. Choć oczywiście początki były bardzo trudne. Bo wiadomo, że związek ze starszym mężczyzną niesie w sobie wiele niewiadomych.

Młoda studentka medycyny i… sam ordynator

Od zawsze wiedziałam, że pójdę na medycynę. Już jako dziecko leczyłam wszystkie moje lalki, a na misiach przeprowadzałam operacje. W szkole średniej wybrałam profil biologiczno-chemiczny, by dobrze przygotować się do egzaminów na wymagające studia. Byłam prymuską, dostałam się bez problemu.

Na trzecim roku mieliśmy zajęcia z ordynatorem chirurgii i to było to. Jak grom z nieba, uderzenie piorunem, czy nagła iluminacja – ten mężczyzna po prostu oczarował mnie wszystkim, co sobą reprezentował. Olbrzymia wiedza, niebanalny dowcip, powściągliwość i inteligencja, którą za każdym razem sprawiał, że jeszcze bardziej chciałam się do niego zbliżyć.

Jako starosta roku załatwiałam wszelkie sprawy, które tego wymagały, z osobami prowadzącymi zajęcia i właśnie dzięki temu miałam możliwość spotykać go częściej, niż pozostali. Postanowiłam, ze na zajęcia z Jankiem będę zawsze przygotowana, chcąc mu zaimponować i zwrócić jego uwagę. Wydawał się taki opanowany, łagodny i normalny! Właśnie to było w nim dla mnie najważniejsze – normalny facet,  a nie jak większość moich rówieśników, z którymi po prostu nie miałam już o czym rozmawiać. Moje zaangażowanie i aktywny udział w ćwiczeniach szybko został doceniony przez tego boskiego mężczyznę. Po jednym z bloków ćwiczeniowych podszedł do mnie i po prostu pogratulował intuicji oraz sprawności manualnych. Byłam wniebowzięta. Nie mam pojęcia, jak to się stało, ale po krótkiej chwili rozmowy zaprosił mnie na kawę do studenckiego bufetu. Akurat była dłuższa przerwa, więc pomyślałam – czemu nie? A przecież marzyłam o tym od dawna.

I tak się zaczęło

Nie minęły dwa tygodnie gdy zorientowałam się, że codziennie siedzimy razem na kawie, podczas gdy wszystkie moje koleżanki zżerała zazdrość. Mój wykładowca i ordynator szpitala, stawał się coraz bardziej moim przyjacielem, niż srogim profesorem, do którego trzeba czuć respekt.

Pewnego dnia po zajęciach rozpadało się okropnie, a ja – widząc ulewę – stanęłam pod dachem uczelni, aby przeczekać najgorsze. Janek, z którym już przeszłam na „ty”, zaproponował, że podwiezie mnie na stancję. Zgodziłam się bez wahania. Po drodze jednak zmieniliśmy zdanie i poszliśmy na pizzę, głodni i zmęczeni po ciężkim dniu. Dowiedziałam się, że jest samotny, mieszka w dużym własnościowym mieszkaniu i prowadzi spokojne życie. Miał narzeczoną, ale odeszła od niego, bo nie mogli się porozumieć w sprawach zawodowych.

Zaczęłam zwierzać mu się ze swoich miłosnych porażek, których w sumie nigdy nie traktowałam na serio, bo zawsze widziałam w moich kolegach wyłącznie smarkaczy, którzy myślą tylko o jednym. Ten mężczyzna wydawał mi się ideałem – niezwykle opanowany i skromny, spokojny, zrównoważony i niebywale mądry. Po prostu pokochałam jego towarzystwo, a z czasem… zakochałam się w nim na zabój.

Wyznanie

Nasza znajomość zaczęła się rozwijać, lecz stopniowo, bez pośpiechu. Spokojnie, krok po kroku, delektując się każdym odważniejszym posunięciem. Zaczęliśmy po prostu spotykać się i rozmawiać, nie tylko o medycynie, lecz po prostu o życiu. Janek imponował mi wiedzą i doświadczeniem, mądrym oglądem rzeczywistości, dystansem do świata i ludzi, a także tym, że jego praca naprawdę była jego wielką pasją. Podobnie ja, poszłam przecież na medycynę świadomie, z własnej potrzeby i pragnienia.

Doskonale rozumieliśmy się w kwestiach medycznych, nauczyłam się od niego tak wielu cennych rzeczy! On natomiast wciąż powtarzał, że przy mnie wreszcie trochę się relaksuje, odpręża i zaczyna n nowo dostrzegać, że życie ma sens i może być piękne. Wyciągałam Janka do kina i na pływalnię, na spacery i do teatru, a on w zamian odkrywał przede mną świat dorosłych, poważnych interesów, opowiadał o planach inwestycyjnych i o tym, co chciałby jeszcze w życiu osiągnąć. I nagle w tych planach pojawiłam się ja. I to było najpiękniejsze, co usłyszałam od dawna: „chciałby, żebyś ze mną zamieszkała. Zgódź się, proszę”. Jak mogłam odmówić?

Ślub i wielka miłość

Rodzice byli na początku bardzo zaszokowani. Nie tyle różnicą wieku, co faktem, że to mój wykładowca. Szybko jednak, widząc, że naprawdę nie jest facetem, któremu zależy tylko na seksie, zmienili zdanie i bardzo go polubili. A co do seksu, to wcale się z niczym nie spieszyliśmy. Oczywiście, że było to wspaniałe przeżycie, gdy pierwszy raz zdejmował ze mnie bieliznę, a ja widziałam w jego oczach fascynację, pożądanie i zachwyt. Nasze namiętne noce były pełne uniesień, rozmów, próbowania wszystkiego, na co każde z nas miało ochotę. Janek stał się wreszcie wesołym, dowartościowanym mężczyzną, który poczuł się potrzebny, a ja zyskałam świadomość, że nigdy nie spotka mnie żądna krzywda. Nie znam bardziej delikatnego mężczyzny, który jednocześnie tak twardo stąpa po ziemi i zachowuje zimną krew w sprawach zawodowych.

W domu jest czułym mężem i ojcem naszych dzieci. Ślub odbył się po ukończeniu przeze mnie studiów. Czy różnica wieku mi przeszkadza? Absolutnie nie. Czy fakt, że jestem sporo młodsza przeszkadza mojemu mężowi? Nic z tych rzeczy. Łączy nas wielka miłość i chyba jeszcze większa przyjaźń. Doskonale dobraliśmy się pod względem charakterów i zainteresowań. Nigdy się ze sobą nie nudzimy, bo każde z nas otwarte jest na propozycje drugiej strony, a dzięki temu nasze prywatne życie jest tak bardzo barwne i spontaniczne.

Obawy

Czy czegoś się obawiam? Tak – jak każda kobieta w podobnej sytuacji, boję się tego, co może okazać się nieuniknione. Tego, co może przynieść czas, przyszłość – chorób, problemów z psychicznymi załamaniami, spadku formy, odporności itd. Ale póki co, staram się o tym nie myśleć. Przeżywamy obydwoje najpiękniejszy okres w naszym życiu – rodzicielstwo. Wychowujemy nasze dzieci najlepiej, jak tylko potrafimy. A przede wszystkim dla siebie wciąż jesteśmy najważniejsi.

Janek zyskał drugą młodość przy dzieciach, ja odnalazłam spokój i stabilizację u boku cudownego faceta. Łączy nas prawdziwe, głębokie i dojrzałe uczucie. Nie rozmawiamy o tym, co będzie za kilka czy kilkanaście lat, cieszymy się tym, co tu i teraz. Wiem, że jestem dla niego całym światem i to samo codziennie okazuję jemu. Mój mąż, jest moim ideałem, a ja – jego małą „królewną”. Nie chcę niczego zmieniać, niczego nie żałuję. Jestem po prostu szczęśliwa, a wiek… przestał odgrywać jakiekolwiek znaczenie.

 

Autor: mamnatosposob
Tagi

Komentarze (2)

  1. malgorzatka pisze:

    Mój mąż jest starszy odę mnie 24lata.
    Kocham go, ale boję się, że nie wystarczy mi tej miłości na długo. On nie umie ze mną rozmawiać. Traktuje mnie jak swoich kumpli. Upokarza mnie rozmawiając ze mną na głośnomówiącym zestawie przy kumplach w pracy. Zwłaszcza jak mam problem z jego zachowaniem.i chce z nim o tym pogadać Pokochałam go bo myślałam, że ma szlachetne czyste serce. Teraz nie wiem czy się nie mylilam. Wychowuję dwójke dzieci. On mi czasem pomaga, ale najlepiej wychodzi mu smianie się ze mnie i robienie awantur, za to że w domu nie posprzatane. Jak ma wrócić z pracy to mnie skręca ze strachu, że nie zdążę sprzątać, obiadu zrobić i znowu będzie się czepiać. Ostayniej zimy, gdy mlodszy mial pol roku, potrafił mi zrobić awanturę za to, że rozpalajac w piecu nie posprzatalan po sobie i nie odlozylam na miejsce pogrzebacza. Neguje moje uczucia, nie szanuje ich. Myślę , że kobieta ” w odpowiednim” wieku nie pragnelaby takiego mężczyzny. Umieram przy nim. Usycham. Jedyna jego miłość, to kiedy chce mu się seksu. A tak to jest albo obojętny albo chamski albo traktuje mnie jak dziecko albo sierote. Kilka dni temu rozmawiałam z chłopakiem starszym idę mnie o dwa lata. Tak na marginesie to ostatnio nie rozmawiam z młodymi facetami. To był znajomy męża, dopiero go poznałam.rozmawial ze mną inaczej niz z facetami. A mój mąż czy że mną czy z samcami mówi tak samo ie czuje roznicy, żeby zwracał się szczególniej do mnie. Uświadomiłam sobie, że to wlasnie to mnie boli od długiego czasu. Między innymi to.

  2. malgorzatka pisze:

    Przyjemnie czytało się Pani historię. Z lekka nutka zazdrości i wzruszenia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *