Strona Główna » Trudne sprawy » Prawdziwe historie » Jak cyberseks zniszczył mój związek? Prawdziwa historia.

Jak cyberseks zniszczył mój związek? Prawdziwa historia.

Dzisiaj wiem, że to poważne uzależnienie. Tak, przyznaję przed samym sobą, że walczę z nałogiem. Moje ciało nieraz jeszcze odmawia mi posłuszeństwa, ale staram się panować nad popędem i wrócić do normalności, żeby odbudować relacje z najbliższymi. Moim nałogiem jest cyberseks, a niedawno na terapii uświadomiłem sobie, że może już w ogóle seks. Stałem się po prostu seksoholikiem.

Zaczęło się niewinnie

Nigdy nie należałem do osób, które udzielały się towarzysko. Nie miałem z tym jednak żadnych problemów, jak każdy nastolatek lubiłem spotykać się z kumplami, wypić czasem jakieś piwko, obejrzeć mecz. Kiedy byliśmy już w ostatniej klasie liceum i zaczynały się „osiemnastki”, każdy przyprowadzał na imprezy jakąś dziewczynę. Tzw. „chodzenie” z dziewczyną stało się tematem numer jeden podczas spotkań na kręglach czy w pizzerii.

Zacząłem tego unikać, bo po prostu nie miałem żadnej sympatii. Dziewczyny podobały mi się i to bardzo, ale mną w tamtym czasie kierowało co innego. Moim celem była muzyka. Chodziłem do szkoły muzycznej, a później brałem prywatne lekcje gry na fortepianie u pewnego profesora, który widział we mnie talent. Przez to, że chciałem coś osiągnąć, kumple zaczęli się ode mnie odsuwać, nie pasowałem już do towarzystwa, stałem się „nudziarzem” i powoli traciłem znajomych. Podobała mi się jedna dziewczyna, która również chodziła na lekcje do tego samego profesora.

W domu miałem wciąż nieciekawie. Ojciec nadużywał alkoholu i często wyżywał się na wszystkich, tzn. na mnie, matce i młodszym o kilka lat bracie. Gdy osiągnąłem pełnoletność, poczułem się w obowiązku chronić ich jak tylko można. Często dochodziło do awantur, których z czasem miałem już serdecznie dosyć, wolałem więc zamknąć się w pokoju i grać na komputerze. Dla rozładowania napięcia wchodziłem na strony erotyczne i po prostu onanizowałem się patrząc na kobiety w wyuzdanych pozach. To mi przynosiło ulgę. Mój niepokój pojawił się w momencie, gdy uświadomiłem sobie, ze robię to coraz częściej, praktycznie każdego dnia po szkole.

Później jednak, rzeczywiście, zaczęło mi kogoś brakować. Koledzy z klasy maturalnej nabijali się ze mnie, że nie mam „panienki” – czułem frustrację i niechęć do całego świata. Asia podobała mi się bardzo, postanowiłem więc wreszcie spróbować do niej zagadać i po kolejnej lekcji u profesora zaprosiłem ją na kawę. Zgodziła się.

Czytaj też: samotność w związku – prawdziwa historia.

Kilka lat razem

Od słowa do słowa doszliśmy do wniosku, że świetnie się rozumiemy i łączy nas nie tylko fascynacja muzyką. Zaczęliśmy spotykać się częściej, a ja w jej towarzystwie zdobyłem wreszcie uznanie kumpli.

Po maturze obydwoje składaliśmy papiery do tej samej uczelni, udało się. Wyjechaliśmy na studia, aby rozpocząć nowe życie. Wspólne, bo wynajęliśmy małą kawalerkę. Ja pracowałem w pizzerii, a Asia udzielała korepetycji, dostawała też sporo pieniędzy od rodziców, więc jakoś dawaliśmy sobie wspólnie radę.

I wtedy to zaczęło się ponownie. Asia studiowała w trybie dziennym, ja zaocznie, więc praktycznie wciąż się mijaliśmy. Kiedy ona była na uczelni, ja byłem w pracy, a w weekendy ja jeździłem na wykłady, a ona udzielałam korków. Pustkę samotnych wieczorów wypełniało mi granie na komputerze. Pianino całkiem odeszło w niepamięć, bo teraz najważniejsza była Asia. Ale jej wciąż nie było, a ja nie radziłem sobie sam ze sobą.

Seks przez Internet?

Cyberseks stał się moją zmorą. Najpierw to były tylko rozmowy na czacie, wymiana doświadczeń, luźne pogaduchy z osobami, które, jak się okazało, doskonale rozumieją mnie i moje potrzeby. Odkryłem tam jakiś kompletnie inny świat. Dowiedziałem się rzeczy, o których nie miałem pojęcia i postanowiłem spróbować tego wszystkiego w praktyce. Nie miałem pojęcia, że aż tak się w to wciągnę. Dziewczyny, z którymi rozmawiałem, zaczęły przesyłać mi swoje nagie zdjęcia, a ja w zamian musiałem odwdzięczyć się tym samym.

Później było coraz bardziej pikantnie – maile, rozmowy telefoniczne, a nawet kamerka komputerowa, przed którą rozbierałem się patrząc na nie, jedna po drugiej – piękne, napalone i zawsze „pod ręką”. Czasem budziłem się w nocy, żeby znów wejść w ten świat, podczas gdy Asia spała zmęczona wykładami. Między nami było coraz chłodniej, a ja potrzebowałem rozładowania.

W pracy myślałem tylko o tym, że kiedy wrócę do domu, w skrzynce mailowej znajdę kolejny erotyczny mail. Okazało się, że jedna z dziewczyn jest z tego samego miasta, zaproponowała niezobowiązujące spotkanie, a ja w zasadzie bez namysłu zgodziłem się wiedząc, że i tak Asia będzie mieć korepetycje.

To trwało bardzo długo, na jednym spotkaniu się nie skończyło. Potem były kolejne dziewczyny, a nawet trójkąty. Moja dziewczyna wydawała mi się coraz bardziej obca, ja zanurzałem się już w inny świat, tam, gdzie lepiej mnie rozumieją.

Czytaj też: Dlaczego warto uprawiać seks? 

I tak się wydało

Miałem coraz więcej propozycji i coraz częściej siadałem przed kamerką, żeby się rozładować. Dopiero wtedy mogłem funkcjonować w miarę normalnie. To stało się już obsesją – codzienne sesje przed komputerem, nowe koleżanki, a potem spotkania na żywo. Ustalałem nawet grafik w pracy w ten sposób, by mieć możliwość spotykania się z kobietami. Asia o niczym nie wiedziała. Myślała, ze zacząłem znów chodzić na lekcje fortepianu.

Pewnej nocy, zmęczony po kilku godzinach „sesji” z koleżankami, poszedłem się położyć. Musiałem zapomnieć o komputerze i tak to się wydało. Asia wstała do łazienki, a rano urządziła mi awanturę. Chcąc wyłączyć komputer zobaczyło wszystkie te strony, zdjęcia, kamerkę i film. To było żenujące, ale nasz związek i tak prędzej czy później by się zakończył. Przypominaliśmy raczej brata i siostrę, niż parę kochających się, pałających uczuciem i namiętnością kochanków. A ja potrzebowałem właśnie tego – coraz więcej i więcej.

Definitywny koniec

Asia po prostu spakowała się i wyprowadziła, nie mogąc darować mi oszustw i tego, co robiłem za jej plecami. Było mi bardzo źle, ale tylko przez chwilę – co wydawało mi się strasznie dziwne. Miałem przecież sporo znajomych i wiedziałem, że one bardzo szybko zastąpią mi towarzystwo dziewczyny.

Cyberseks stał się moim utrapieniem. Wciąż nowe koleżanki, nowe znajomości, nowe rozmowy, czat godzinami, całymi nocami, nawet w pracy, w przerwach. Przestałem już kompletnie chodzić na wykłady, zawaliłem sesję i wreszcie zdałem sobie sprawę, że to zaszło za daleko, że trzeba coś z tym zrobić, że tak nie można żyć. Chwila refleksji sprawiła, że zacząłem strasznie tęsknić za Asią i dopiero wtedy zdałem sobie sprawę z tego, jak bardzo ją skrzywdziłem.

Postanowiłem zadzwonić i poprosić o spotkanie. Opowiedziałem jej o wszystkim, błagałem o przebaczenie, bo dręczyły mnie wyrzuty sumienia. Powiedziała, że to jest już uzależnienie i powinienem się leczyć. Jeśli nie podejmę terapii, ona nigdy mi nie wybaczy.

Długotrwałe terapeutyczne męczarnie

Zaprowadziła mnie na terapię. Nie chciałem tam wejść, ale w końcu przemogłem się. To był koszmar. Pytanie za pytaniem, jak kolejne ciosy, spadały na mnie, a ja czułem się najgorszym, najpodlejszym chamem. Mimo tego nie udało mi się całkowicie wyzbyć pożądliwości i nawet po kilku miesiącach terapii wciąż zdarzają mi się wyskoki z panienkami, rozmowy i kamerki na czacie.

Wiem jednak, że chcę z tym skończyć. Walczę sam ze sobą, próbuję się opanować, wrócić do normalnego życia. To jest strasznie trudne, ale Asia mi pomaga. Dlaczego to robi? Nie wiem. Nie chce ze mną być, powiedziała, że to już się nie uda ponownie, ale dba o mnie jak przyjaciółka. Chyba rzeczywiście nigdy nie łączyło nas prawdziwe uczucie, poza fascynacją i chwilowych oczarowaniem.

Moja terapia trwa. Wiem, że jestem wciąż uzależniony, ale wielkim wysiłkiem staram się z tego wychodzić. Jest trochę lepiej. Są dni, gdy nie włączam komputera i jakoś sobie ze wszystkim radzę. Zacząłem naprawdę chodzić na lekcje gry, muzyka działa na mnie teraz terapeutycznie, uspokaja mnie. Nie wiem, co będzie dalej. Póki co mam pracę, mam w Asi przyjaciółkę i mam swoje pianino. Może uda mi się wrócić na studia, sam nie wiem. Chcę z tego wyjść. To jest mój cel na dziś. Naprawdę chcę.

Autor: mamnatosposob
Tagi

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *