Strona Główna » Trudne sprawy » Prawdziwe historie » O tym, jak zazdrość zniszczyła mój związek.

Byłam w związku jak z bajki. Niczego nam nie brakowało. Mieliśmy siebie i było nam fantastycznie. Jednak wszystko zniszczyła zazdrość. Jak to się stało?

worried-girl-413690_640

 

 

 

Z Jankiem poznałam się na studiach. Co prawda nie studiowaliśmy razem, aczkolwiek jak się okazało posiadaliśmy całkiem sporo wspólnych znajomych. Kwestią czasu zatem było, by się na siebie natknąć. Od razu spostrzegliśmy, że mamy wiele wspólnego – obydwoje bowiem kochaliśmy teatr, gry wideo i kuchnię włoską. W dodatku Janek był taki przystojny… Nie minęła chwila, a już byłam zakochana. Gdyby ktoś rok wcześniej powiedział mi, że spotkam mężczyznę swoich marzeń, wyśmiałabym go. Nie wierzyłam bowiem w takie bajki. A jednak! Bajka mnie spotkała i wszystko dalej toczyłoby się w tej baśniowej kreacji, gdyby nie ja i moja chora zazdrość.

Po około roku postanowiliśmy wspólnie zamieszkać. Byłam tym bardzo podekscytowana, gdyż uważałam, że jest to kolejny poważny krok w naszym związku. Co prawda nie wyobrażałam sobie, by mogło być jeszcze lepiej, w prawdzie spędzaliśmy każdą wolną chwilę razem i nie odstępowaliśmy się na krok jak tylko się dało. Nie ukrywam, że nasze koleżeńskie znajomości ucierpiały na tym znacznie, ale przecież byliśmy tacy szczęśliwi i zapatrzeni w siebie. Tak przynajmniej wtedy sądziłam. Kiedy w końcu zamieszkaliśmy razem, idylla nie trwała zbyt długo. Wszystko zaczęło się od pewnego popołudnia, kiedy Janek oznajmił mi, że chce wyjść rozerwać się ze znajomymi. „Jakimi znajomymi do licha?!” pomyślałam wtedy. Przecież on nie ma żadnych znajomych o których nie wiem i z którymi miałby się spotkać beze mnie. Janek jednak nalegał na to, by wyjść samemu argumentując to tym, iż ostatnimi czasy spędzamy zbyt dużo czasu ze sobą i potrzebuje chwili wytchnienia. Zrobiłam mu straszną awanturę. Janek pomimo protestów wyszedł, a ja przez cały wieczór wydzwaniałam do niego średnio co pół godziny. Po tym incydencie mieliśmy „ciche dni”, jednakże wszystko się ułożyło. Do czasu. Janek zaczął później wracać do domu, nie odbierał moich telefonów w pracy, chociaż wcześniej zawsze potrafił wykręcić się ze spotkania. Zaczęłam podejrzewać go o romans. Zasypywałam go niewygodnymi pytaniami, on jednak tłumaczył, że potrzebuje więcej przestrzeni, ale że mnie kocha i nigdy by mnie nie zdradził. Nie wystarczyły mi jednak jego zapewnienia. Zaczęłam wręcz obsesyjnie sprawdzać jego telefon, kiedy nie było go w pobliżu, wydzwaniałam nawet kilka razy w ciągu paru godzin, żeby sprawdzić, czy jest w pracy. Dostawał szału. Mówił, że to się robi męczące i ma tego powoli dosyć, zarzucał mi, że mu nie ufam i robię z niego nie wiadomo kogo, że moja zazdrość jest nieuzasadniona. Ja jednak jego wybuchy tłumaczyłam sobie tym, że faktycznie musi mieć coś na sumieniu. Nie docierało do mnie, że to co robię, to chorobliwa zazdrość, coś co nie jest ani racjonalne, ani zdrowe.

Dostałam obsesji. Wystarczyło, że szliśmy razem ulicą i minęła nas jakaś kobieta, a ja już zarzucałam mu, że patrzy się nie w tą stronę co ma. Reklama płynu do płukania? Potrafiłam zmienić kanał, bo wydawało mi się, że Jan pożera wzrokiem aktorkę. Kłóciliśmy się średnio co 3 – 4 dni. Wszystko znalazło swój finał, kiedy Janek przyłapał mnie na tym, jak próbowałam pousuwać z jego komórki numery do wszelkich kontaktów opisanych damskim imieniem. Wpadł w coś na kształt rozpaczy. Powiedział, że już dłużej nie może tego ciągnąć, że mam problem i powinnam coś z tym zrobić, że ranię go moim zachowaniem, że już nie jestem tą samą szczęśliwą dziewczyną co kiedyś, że ta chorobliwa zazdrość, wszystko niszczy! Tego samego wieczoru wyprowadził się, a mi powiedział, że to koniec. Byłam zdruzgotana.

Teraz wiem, że to co robiłam, było potworne. Nie potrafię wytłumaczyć swojego zachowania. W pewnym sensie uzależniłam się od jego osoby, sama czując się niedowartościowana, z bagażem kompleksów. Teraz wiem, że mój brak pewności siebie sprawił, że wpadłam w obsesję zazdrości, nie czułam się godna takiego mężczyzny, bowiem uważałam, że znajdzie kogoś lepszego… chciałabym cofnąć czas i naprawić to, co udało mi się zepsuć w tak głupi sposób. Niemniej teraz skupiam się na sobie i swoich problemach, próbuję zaakceptować siebie i uwierzyć w to, że zasługuję na szczęście. Ale Was dziewczyny ostrzegam, nie powtarzajcie moich błędów. Mówią, że zazdrość w związku jest potrzebna, że działa odświeżająco na miłość. Ale chorobliwa zazdrość wykończy każdą miłość!

Autor: mamnatosposob
Tagi

Komentarze (5)

  1. xxx pisze:

    Mój związek tez zniszczyla chorobliwa zazdrość. Z tą różnicą, że to moj eks był mega zaborczy i zazdrosny. Był zazdrosny nawet o mojego szefa i kuzyna!

  2. ewa pisze:

    Ten tekst dal mi dużo do myślenia. Jestem strasznie zazdrosna o mojego faceta czasem mnie az skręca jak ma gdzieś wyjść a wszystko przez moje kompleksy. Nie umiem sobie z tym poradzić ale nje chce doprowadzić do rozstania!!!

  3. Znam przypadek gdzie taka chorobliwa zazdrość doprowadziła chłopaka na stryczek, nie mógł znieść tego, że jego dziewczyna może spotykać się z kimś innym, to przykre.

  4. megi pisze:

    Smutna historia:( co te kompleksy robią z ludzmi

  5. Darek pisze:

    Mam tak samo. Niszcze zwiazek juz 3 lata. A odkad kobieta zarabia 2x wiecej to nawet to ze jezdzi autem sluzbowym powoduje wybuchy.sa sytuacje ekstremalne ze nie panuje i w leb bym sobie strzelil. To naprawde wielki problem

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *