Strona Główna » Blogostrefa » Związek na odległość – gdy mąż jest kierowcą tira

Związek na odległość – gdy mąż jest kierowcą tira

Większość z nich zgodnie przyznaje, że życie  z kierowcą tira, jest jak związek na odległość. Wpada do domu na kilka chwil, po czym znów wyjeżdża na długie dni, czy tygodnie. Czasami nie widzi żony i dzieci nawet po kilka miesięcy. Jak żyje się z zawodowym kierowcą? Opowiadają na o tym ich żony, i córka.

Marzena : żona kierowcy zawodowego:

Myślę, że to zawód jak każdy inny. To taki stereotyp, że jak jeździ to na pewno zdradza, a tak naprawdę kierowcy to bardzo porządni ludzie.
Z Mężem znamy się od 9 lat, a jeździ już od 7 lat. Za kierownicą spędza każdą chwilę, jak nie w pracy to razem też dużo podróżujemy autem.
Może już jesteśmy przyzwyczajeni do tego że nie widujemy się za często, ale wtedy bardziej doceniamy każdą chwilę razem.
Myślę że, w takim związku  bardzo łatwo o kłótnie i kryzysy, ale to chyba kwestia zaufania. Kontaktujemy się że sobą bardzo często telefony smsy czy przez fb.
Mąż, czasami mówi że ma dość tej pracy, jak już bardzo  mu daje w kość, ale szybko o tym zapomina i mówi że nic innego by już nie umiał robić.
Ja od samego początku wiedziałam kim będzie mój mąż, jego ojciec też jest kierowcą zawodowym i mój mąż zawsze się tym interesował, a ja nigdy go od tego nie odciągałam.
A ja sama, też nie raz jeździłam z nim w trasę. Teraz też czasami mnie zabiera gdy jedzie niedaleko a Mały zostaje z babcią.

Kasia, żona kierowcy:

 

Jestem żoną kierowcy zawodowego, widujemy się tylko w weekendy, czasami są to dwa dni, czasami tylko jeden. I da się tak żyć. Jest ciężko, ale po 8 latach takiego życia idzie się do tego przyzwyczaić – do rozłąki, jednak nie do tęsknoty za druga osobą. Mąż jest kierowcą od ponad 8 lat, za kierownicą spędza 5-6 dni w tygodniu.

 

Czuję się tak, jakby to był związek na odległość. Cały tydzień jestem sama z córką, wszystko na mojej głowie, praktycznie wszystkie sprawy załatwiam sama. W dzisiejszych czasach są telefony, bez których tę rozłąkę było by nam przetrwać jeszcze trudniej. A tak mimo, iż nie możemy się zobaczyć, przytulić, możemy chociaż porozmawiać przez telefon i to w jakimś stopniu na pewno pomaga.

 

Tutaj dużo zależy od trwałości związku, kryzysy chyba przechodzi każda para, mniejsze, większe. Czasem mam dość zajmowania się wszystkim sama. Chciałabym żeby mąż był na miejscu i trochę mi pomógł. Ale takie jest życie. Nie mam mu za złe, że taką ma pracę. Kontaktujemy się ze sobą jeśli to możliwe kilka razy dziennie.

 

Zdarza się, że mąż myśli o zmianie pracy, już nawet kiedyś zmienił na inną, jednak w naszym kraju zarobki są jakie są, i na wynajmowanym mieszkaniu z małym dzieckiem było nam naprawdę ciężko. Dlatego wrócił do pracy kierowcy.

Gdy zaczęliśmy się spotykać wiedziałam,  że ciągnie go do kierownicy i chce wykonywać taki zawód, dlatego byłam za tym, i dziś gdybym znalazła się w takiej sytuacji jak 9 lat temu ,podjęłabym taką samą decyzję.

 

 

Byłam z mężem w trasie dwa razy. Odkąd mamy dziecko nie było już okazji. Ale jeśli by się przytrafiła, na pewno bym jeszcze pojechała.

K. , Córka zawodowego kierowcy:

Jestem 25 letnią kobietą, matką. Wychowałam się w domu, gdzie tato od mojego 11 roku życia jeździł w transporcie międzynarodowym. Miałam pełną, na pozór wspaniałą rodzinę. Coś jednak nie grało w tej naszej bajce. Nigdy nie było taty. Wszystkie problemy rozwiązywała mama. Tato pojawiał się tylko na kilka, czasem kilkanaście dni i znikał. Dla dziecka było to ciężkie do zrozumienia, choć wiedziałam, że tato musi pracować, bo był jedynym żywicielem rodziny. Mama jest osobą niepełnosprawną (pierwsza grupa inw. z tytułu wady wzroku. Zawsze ja podziwiałam, że dała radę)

Praca w tym zawodzie pozbawia rodzinę wszystkiego, czego się da, czyli głównie emocji, dzielenia się radościami i smutkami, obserwowania dziecka, jak rośnie, jest pasmem wyrzeczeń i cierpią na tym wszyscy członkowie rodziny – każdy na swój sposób. W naszym przypadku mama wychowywała mnie (jedynaczkę) zajmowała się domem a tato pracował. Wszystko, co było ważne- załatwiali zawsze przez telefon bo taty nigdy nie było w domu – to jak związek na odległość. Myślę, że ucierpiały trochę na tym nasze relacje- szczególnie moje z tatą, czego niestety bardzo żałuję z perspektywy czasu

Jak już pisałam wcześniej , tata jeździ odkąd skończyłam 11 lat, czyli od 2001 roku – w transporcie międzynarodowym. W ogóle kierowcą jednak jest znacznie dłużej- od około 20 roku życia. Wcześniej jednak pracował w lokalnej firmie i był w domu codziennie. Odkąd jeździ TIR-em to się zmieniało- w zależności od pracodawcy. Aktualnie jeździ w systemie 4 tygodniowym (4 tygodnie jeździ za granicą i wraca na tydzień do domu. Podczas czasu pracy jeździ 9 godzin na dobę (szczegóły z rozpisanymi przerwami w dzień i tydzień )

I znów powiem, że to jest jeden wielki związek na odległość. Odległość mierzoną w tysiącach kilometrów. Dziś sprawę załatwia telefon, skype czasami lub jakiś czat, ale co to za życie ? przez Internet? Czy kilku minutowa rozmowa może zastąpić życie rodzinne? Nie da się opowiedzieć nawet całego dnia podczas krótkiej rozmowy. Internetu często nie ma, a roaming kosztuje sporo.  Często zastanawiałam się, po co tato to robi? W imię czego? Odpowiedz jest prosta: Jest wspaniałym człowiekiem, któremu zawsze zależało na tym, aby mnie i mamie niczego nie brakowało (tu się pojawia uraz z dzieciństwa do skrajnej biedy i zaniedbania przez rodziców. Zrobiłby dla nas wszystko jako kochający tata i mąż. Nawet w imię rozłąki. ) Nie znajdzie innej pracy z kilku powodów: lubi, to co robi, ma już ponad 50 lat i nie umie robić nic więcej: jest prostym facetem ze wsi z marnym wykształceniem, który całe życie spędził za kółkiem. Jednak to jak się poświęca dla nas, wzbudza mój wielki szacunek do niego nie tylko jako do ojca, ale i do człowieka w ogóle.

Rodzice rozmawiają codziennie po kilka- kilkanaście minut przez telefon. Omawiają tylko najważniejsze sprawy i na tym koniec. Resztę „pierdołek” opowiada się podczas pobytu taty w domu. A ja? I tu refleksja- rozmawiam z nim zdecydowanie za rzadko! Czasem złapię tel. od mamy i powiem dwa zdania, a czasem nie zadzwonię do niego przez całą drogę. Tak – oddaliliśmy się od siebie bardzo. 14 lat straconych. Nie dostrzegł jak dorosłam, a on został dziadkiem, a ja nie dostrzegłam kiedy posiwiały mu włosy. Czy jestem złą córką? Być może… ale spędzamy ze sobą tak mało czasu, że się już mało znamy, tak oddaliliśmy się bardzo od siebie.

Tato już był kierowcą zawodowym jak się pobierali no a decyzje o przejściu na międzynarodówkę podejmowali wspólnie i wiedzieli na co się piszą. Raczej nie żałują swojej decyzji

Byłam z Tatą w takiej trasie jako 13 latka. Dwie trasy z tatą przejechałam i były to jedne z najfajniejszych wakacji w życiu. Później już nie było możliwości. Zmieniły się przepisy i do teraz nie można przewozić osób trzecich w kabinie samochodu. Wiec jeżdżenie w trasy z kierowcą dla członków rodziny jest niemożliwe.

Podsumowując… Uważam, że zawód kierowcy jest ciężki pod względem psychicznym. Fizycznie przepisy prawa normują czas pracy i w ten sposób kierowca jest wypoczęty, z tym nie ma problemów. Jednak psychika cierpi. Z każdym problemem, jaki się u niego pojawi, jest sam. Każdy problem jaki mamy w domu też musimy rozwiązywać sami. Jeden o drugim tylko myśli, i się zadręcza jak ten drugi sobie daje radę. Z czasem robi się to podświadomie, ale jednak człowieka to męczy. Któtkie, często zdawkowe rozmowy też nie są niczym dobrym. Nie można porozmawiać normalnie jak ludzie, tylko szybko, bo tel kosztuje a internetu znów nie ma. Przez to przestajemy umieć ze sobą rozmawiać. Na błahe tematy jeszcze jakoś idzie, ale o poważnych sprawach już jest bardzo ciężko. Nie znamy się na tyle, aby np. przewidzieć reakcję tej drugiej osoby na to, co powiemy.

Można się do takiego życia przyzwyczaić, ale nie jest ono niczym komfortowym. Czasem jednak człowiek zostaje przedstawiony trochę przed faktem dokonanym, bo pracować trzeba, a innej pracy po prostu nie ma.

W brew wszelkim plotkom, praca kierowcy tira nie jest dobrze płatną pracą. Za trud i rozłąkę, odpowiedzialność za siebie na drodze, samochód i ładunki oraz załadunek i rozładunek dostaje minimalną pensję, podstawy plus diety wypłacane za granicą, co daje miesięcznie zarobek rzędu 4– 4.5tys zł

Czy Wasz Mąż/Ojciec/Partner również jest zawodowym kierowcą? Jakie macie doświadczenia związane z jego pracą i z życiem w związku na odległość?

Autor: mamnatosposob
Tagi

Komentarze (2)

  1. asia pisze:

    Najgorsza jest zazdrość, niepewność i glupie usmiechy koleżanek gdy mówią o „tirowkach”

  2. Paulina pisze:

    Co to za rodzina smsowa i weekendowa..

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *